(D)efekt stycznia?
Pierwszy tydzień nowego roku bez wątpienia jest tygodniem całkowicie podporządkowanym amerykańskim wydarzeniom. Informacje płynące z USA były jednak dość zróżnicowane, bo mieliśmy euforyczne reakcje na fiskalne porozumienie, dobrze rokujące dane z amerykańskiego rynku pracy, ale także niespodziankę w postaci zapowiedzi możliwego zakończenia monetarnej stymulacji przez FED już pod koniec 2013 roku.
NOTOWANIA
24.04.2015
| WIG30 | -0.03% | 2739.86 |
| WIG20 | -0.14% | 2519.2 |
| WIG-Plus | --![]() | 0 |
| mWIG40 | +0.44% | 3857.93 |
| sWIG80 | +0.30% | 13741.73 |
| RESPECT | +0.11% | 3010.69 |
Choć największą reakcję inwestorów i rynków można było zauważyć tylko na „przeskoczenie” klifu fiskalnego, dzięki czemu amerykański indeks DJ nowy rok otworzył wzrostem o ponad 2,3%, co w jego ponad 120 letniej historii było rekordem wszechczasów, to w praktyce te eufotyczne przyjęte porozumienie nie miało nic wspólnego z faktycznym rozwiązaniem problemów, a jedynie ich przesunięciem o 2 miesiące. Amerykańscy politycy wprowadzili w życie maksymę: „lets agree to disagree” i w dużej mierze przesunęli obecne status quo do końca lutego, kiedy to przyjdzie rozwiązywać nie tylko problem podnoszenia podatków i cięcia wydatków, ale także trzeba będzie (ponownie) podnosić amerykański limit długu. Już dziś sięga on 16 Bilionów dolarów i nic nie wskazuje aby w najbliższym czasie miał maleć.
Wśród informacji mających przełożenie na gospodarkę zdecydowanie ciekawiej prezentowały się dane z amerykańskiego rynku pracy. Wstępne zapowiedzi pokazują, że ten sektor gospodarki trzyma się najlepiej od kilku lat, co powinno w najbliższych miesiącach znaleźć odzwierciedlenie w rosnącej konsumpcji. W USA, gdzie ponad 80% gospodarki to konsumpcja wzrost wydatków byłby kolejnym sygnałem ożywienia.
Po takim zalewie dobrych informacji naturalnym byłoby oczekiwanie kontynuacji obecnego trendu wzrostowego dodatkowo wspieranego giełdową statystyką, z której wynika, że początek roku powinien przynieść „efekt stycznia”. Zwróciłbym jednak uwagę, że w czwartek komunikat podsumowujący grudniowe spotkanie FED ujawnił, że najwięksi drukarze świata zaczynają obawiać się o wielkość swojej skarbonki, która przyrasta w zastraszającym tempie. Na koniec 2007 roku bilans FED wynosił trochę ponad bilion dolarów, a rok 2012 zakończył się posiadaniem aktywów za blisko 3 Biliony dolarów. Ponadto obecne tempo drukowania 85 mld dolarów miesięczne oznacza, że do końca 2013 roku spuchnie on o kolejny bilion, czyli będzie już wielkości ¼ amerykańskiej gospodarki. Zapowiedz ograniczenia drukowania choć jest wydarzeniem o małej ekstremalności, bo nie znamy jeszcze konkretów, to na pewno jest elementem o dużej wadze, która nie była do tej pory brana pod uwagę przez rynki.
Uwzględniając dodatkowo fakt, że na większości rynków mamy za sobą solidną falę wzrostów i wykupienia rośnie ryzyko, że zamiast „efektu stycznia” zobaczymy jego „defekt” w postaci korekty. Na GPW kończymy właśnie 8 tydzień wzrostów i ostatni porównywalną serię myliśmy w 03-04.2010 roku, co w maju przyniosło… 8 % spadek.
Paweł Cymcyk
ING TFI
Wśród informacji mających przełożenie na gospodarkę zdecydowanie ciekawiej prezentowały się dane z amerykańskiego rynku pracy. Wstępne zapowiedzi pokazują, że ten sektor gospodarki trzyma się najlepiej od kilku lat, co powinno w najbliższych miesiącach znaleźć odzwierciedlenie w rosnącej konsumpcji. W USA, gdzie ponad 80% gospodarki to konsumpcja wzrost wydatków byłby kolejnym sygnałem ożywienia.
Po takim zalewie dobrych informacji naturalnym byłoby oczekiwanie kontynuacji obecnego trendu wzrostowego dodatkowo wspieranego giełdową statystyką, z której wynika, że początek roku powinien przynieść „efekt stycznia”. Zwróciłbym jednak uwagę, że w czwartek komunikat podsumowujący grudniowe spotkanie FED ujawnił, że najwięksi drukarze świata zaczynają obawiać się o wielkość swojej skarbonki, która przyrasta w zastraszającym tempie. Na koniec 2007 roku bilans FED wynosił trochę ponad bilion dolarów, a rok 2012 zakończył się posiadaniem aktywów za blisko 3 Biliony dolarów. Ponadto obecne tempo drukowania 85 mld dolarów miesięczne oznacza, że do końca 2013 roku spuchnie on o kolejny bilion, czyli będzie już wielkości ¼ amerykańskiej gospodarki. Zapowiedz ograniczenia drukowania choć jest wydarzeniem o małej ekstremalności, bo nie znamy jeszcze konkretów, to na pewno jest elementem o dużej wadze, która nie była do tej pory brana pod uwagę przez rynki.
Uwzględniając dodatkowo fakt, że na większości rynków mamy za sobą solidną falę wzrostów i wykupienia rośnie ryzyko, że zamiast „efektu stycznia” zobaczymy jego „defekt” w postaci korekty. Na GPW kończymy właśnie 8 tydzień wzrostów i ostatni porównywalną serię myliśmy w 03-04.2010 roku, co w maju przyniosło… 8 % spadek.
Paweł Cymcyk
ING TFI
